Wiosna, lato, jesień, zima w moich rymach – Wanda Chotomska/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Czytanie wierszy znanej poetki zaczynam od słowa wstępnego jej córki – Ewy. Cudne są te wspomnienia: „Na półce obok łóżka mojej mamy spały sobie wiersze. Spały spokojnie w czterech zielonych teczkach pięknie podpisanych grubym mazakiem”.  Dalej jest mowa m.in. o miliardach zapisanych linijek napisanych drobną ręką mamy – poetki. I jestem skłonna w to uwierzyć. Bo wiersze Wandy Chotomskiej towarzyszyły mi przez całe moje dzieciństwo, potem dzieciństwo moich dzieci. I jest tego mnóstwo, mnóstwo. Co rusz – po latach odkrywa się coś nowego, co wpada w ucho, co warto zapamiętać. 

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zobaczyć  panią Wandę piszącą wiersze zawsze i wszędzie, bo to był jej sposób na życie, by – jak sama mówiła „nie zgłupieć”, na przykład w wannie z pianką, podczas słuchania muzyki ulubionych kompozytorów. Zanim przejdziecie do wierszy, koniecznie najpierw przeczytajcie wstęp. A potem już w wierszach może i siebie w nich odnajdziecie. Bo Wanda Chotomska pisała o czterech porach roku ze swojego życia. O mroźnych zimach pełnych śniegu, o pachnącej dymem jesieni, bursztynie leżącym wśród fal, żabie wtulonej  w zielone listki, kolędzie, która „przyszła pod nasz dach”. Już pierwszy wiersz przemawia do mnie: „Wiosną – skrzydła mi rosną”. I jest to prawda dobrze mi znana. W wierszach poetka pisze o tym, co dla niej ważne, co jest elementem jej życia. Zwierza się, że „u jednych – kwiaty na balkonie”, natomiast u niej „rosną wyłącznie wierze”.

Ewa Chotomska wspomina, że jej mama żyła poezją. Często zupełnie ni stąd ni zowąd pojawiały się nowe pomysły na wiersz – wtedy szybciutko je zapisywała. W dobie nowoczesnych technologii córka i wnuczka pomagały jej potem zapisywać te wiersze na komputerze.  Są w nich przedmioty codziennego użytku: szafa, która ponoć „jest strasznym śpiochem, całą zimę potrafi przespać”. Jest i pompa, która nikomu nie skąpi wody. I jajecznica z 6 jaj: „Słońce w oczach, w brzuchu raj”. I parasol, i kalosze:

 „Smutne, czarne kalosze

płaczą sobie cichutko,

każdy kalosz się żali,

że nie może być łódką”.

Oczywiście w wierszach Chotomskiej nie może zabraknąć zwierząt:

„Idziemy sobie z psem,

Dokąd?

A bo ja wiem?”

Są gąska i kurka, które spotkały się na jednej drodze „wyminąć się nie chciały, na ścieżce narzekały”.

I żaba – brzydula „najbrzydsza ze wszystkich” , która zaraz przemieni się w królewnę z baśni.

Nie brak w tym wierszach motywów florystycznych. Pierwiosnek „pierwszy wita wiosnę”, Stokrotce – małemu zwiastunowi wiosny, przypisana została nieśmiałość. Znany jest apel poetki, by „nie deptać stokrotek”.

Dużą część zajmują tańce: krakowiak, oberek, polonez, mazurek.

Wzruszające są opisy zimy – i to takiej zimy, którą ja pamiętam z dzieciństwa, a jakiej już nie ma. Wiersz o mrozie ma w tytule aż trzy „er”: „Mrrróz”, co ma pewnie wywoływać podczas lektury uczucie zimna i charakterystyczne szczękanie zębami:

„Kiedyś był taki mróz nad mrozami,

że nawet grzebień szczekał zębami”

Piękna książka, pięknie wydana na grubych szorstkich kartkach. Ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło to już osobny temat. Bardzo lubię tę ilustratorkę – jej wizja poetyckiego świata wnosi wiele ciepła, tworzy specyficzny klimat. Ilustracje są bogate w szczegóły i w szczególiki. Są bohaterowie pierwszego i drugiego planu, artystka wykorzystuje każdą wolną przestrzeń, by ją wypełnić poetyckimi elementami. Ale nie ma tu przesytu i męczącego namiaru. Kolory w pełni pokazują, jak barwne u nas są wszystkie cztery pory roku. Perełka – ot tak po prostu.

Wiek 0 – 100

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s