Na szlaku szczęścia – Graeme Simsion/ Anne Buist

Książka akurat na czas kwarantanny- gdy trzeba siedzieć w domu, za daleko nie można wyjechać, o zagranicy możemy tylko pomarzyć – my jednak myślimy o podróżach. Tutaj taka daleka droga – kilkaset kilometrów, kilka miesięcy na pieszej wyprawie. Takiej z małymi i większymi przygodami. Ach, serce naprawdę wyrywa się w świat. Ale od początku. Zoe kilka tygodni temu straciła męża. Zmarł nagle, głupio powiedzieć, ale Zoe nie była w ogóle na to przygotowana. Teraz kobieta musi się jakoś pozbierać i szuka na to swoich sposobów. Jak się okazuje, pieniędzy za dużo nie ma, ze sprzedaży domu trzeba opłacić zobowiązania męża. Może tak więc odwiedzić koleżankę z odległych czasów studiów? Czemu nie? Dziwnym trafem ta koleżanka mieszka w Cluny, na trasie Camino, prowadzącym do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Potrzeba jakiejś zmiany w życiu jest ogromna. Nie straszna więc panująca jeszcze zima (jest luty) i problemy finansowe – Zoe czuje, że jakoś da radę. Wyrusza z planem przejścia pewnego odcinka – a wiadomo, że życie weryfikuje różne pomysły. Jej wyjście na szlak zbiega się z planami Martina – inżyniera, który w wyprawie widzi szansę opatentowania swojego wynalazku. Ta wyprawa dla niego to nie podróż w głąb siebie (jak to jest w przypadku wielu ludzi udających się tym szlakiem do Santiago), ale jest testem urządzenia, relacją z podróży. Chyba łatwo się domyślić, że ta dwójka musi się gdzieś spotkać.

Książka pary autorów (raczej rzadko to się zdarza) pokazuje pielgrzymowanie po Camino trochę z innej perspektywy. Nie ma tutaj zbyt rozbudowanego wątku religijnego, to raczej wyprawa w głąb siebie i test … wózka. Bohaterowie mają wyznaczone cele i oczekiwania, ale nie są one związane ze sferą religijną. Raczej można powiedzieć tu o pewnej duchowości – choć tej też nie za wiele. Idąc dziennie tak wiele kilometrów co Zoe i Martin, człowiek chcąc nie chcąc bije się ze swoimi myślami, analizuje życie, wraca do przeszłości. Są oczywiście drobne przygody, które sprawiają, że plany i terminy biorą w łeb. A to psuje się kółko w wózku, a to pokój zarezerwowany okazuje się już być zajętym, nieoczekiwany śnieg, przeoczenie drogi, zamknięte sklepy z żywnością – ale to właśnie czyni tę wyprawę ciekawą – gdy jakaś niespodziewana przygoda czai się za rogiem. Camino Zoe i Martina to nie droga do Boga, ale do siebie, gotowość zmierzenia się z trudnościami, z demonami przeszłości. Z książki można dowiedzieć się dużo na temat samego szlaku. Jednak absolutnie nie jest to żaden przewodnik, poradnik czy informator. Choć osoby zainteresowane na pewno wyczytają między wersami parę praktycznych informacji, które przydadzą się podczas wyprawy.

Wiek 17+

Wydawnictwo Media Rodzina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s