Mały Asmodeusz – Ulf Stark/ il. Józef Wilkoń

Wychowałam się na książce Nowy kiermasz bajek, która pełna była bajek i legend ludowych. A lud lubował się w opowieściach o diabłach. Stworzenia te siedziały w rosochatych wierzbach, czaiły się w szuwarach, tańcowały z wiejskimi dziewuchami i tak jakoś bezrefleksyjnie dawały się robić w trąbę mazurskim chłopom. Aż żal było patrzeć jak ci zakładali się  z nimi o wielkie skarby, walczyli o duszę, a czarty – głupie że aż strach, zawsze źle kombinowały i całe te mazurskie szachrajstwa przyjmowały za dobrą monetę. Bo w dobrej bajce dla dzieci – diabeł – uosobienie zła – zawsze przegra z kretesem. Dobra bajka to taka, gdzie Dobro zwycięża Zło. I w Małym Asmodeuszu wcale nie jest inaczej – choć od samego początku tak jakoś nam serce się rwie do tego cichego malucha, który, gdyby nie te dwa rogate guziołki na głowie, pewnie mógłby uchodzić za anioła (tego prawdziwego – z aureolą, bo wiadomo, że diabeł to anioł upadły). Ciekawa byłam tej szwedzkiej wizji piekła i diabelskiej istoty. By porównać wspomnienia sprzed lat, które siedzą w głowie dość mocno. Asmodeusz nie klnie, nie mówi brzydkich wyrazów, nie drażni się  z innymi, nie beka, nie pluje, nie kłuje diabelskich kuzynek widelcem po tyłkach. Co to za diabeł? Takie same refleksje nachodzą ojca diabełka – Władcę Ognia i Westchnień, który wysyła Asmodeusza na ziemię. Ma on zwieść jakąś pokusą choć jedną duszę na manowce. Niby mu się to udaje, bowiem Asmodeusz staje przed ojcem z Krystyną, gotową oddać swą duszę za zdrowie małego braciszka. Tylko, że dla ludzi działających w imię Dobra, Miłości, w  piekle nie ma miejsca. A z bajki płynie przesłanie: warto poświęcić się dla drugiego człowieka, warto czynić Dobro, warto kochać. Te wartości wzmacniają, a diabły, choćby nie wiem jak się wysilały, stawały na tych swoich dwóch rogach, choćby oferowały najbardziej kuszące promocje na świecie i tak nie mają szans. Stara prawda, podana w bardzo sugestywny sposób. Obok piekła Wilkonia nie sposób przejść obojętnie. Ilustracje ciemne, czarne, robią wrażenie. Tekst pełen humoru rozładowuje, co tu mówić, dość ciężką atmosferę. Bo co innego o piekle mówić, co innego to piekło zobaczyć. Z ciekawości podpatrzyłam wydanie szwedzkie, które ściągnęli też Niemcy  na swoje podwórko. Już na pierwszy rzut oka widać, że wydanie oryginalne w jasnej pomarańczowo – żółtej otoczce ma zupełnie inny klimat. A to Wilkona ……………hm,hm. Człowiek zaczyna się nawet w pewnym momencie zastanawiać, czy aby Mistrz tego miejsca na pewno nie widział:) Pewnie i mnie zaraz się dostanie po głowie, że jak tu zachwycać się piekłem, skoro Wydawnictwo już ponoć dostaje telefony z burą za promocję diabła i ciemnych otchłani (polecam wywiad z  dyrektorem Media Rodzina – B. Kledzikiem ). Gdzie, w którym miejscu? Przejrzałam książkę tysiąc razy w lewo i w prawo. Tekst, obrazy (nie, nie obrazki! – zwracam na to szczególną uwagę) I nic. U dzieci też nie zauważyłam jakiegoś nagłego poruszenia polekturowego. Jakiejś fascynacji mocami piekielnymi – w niepokojącym znaczeniu i nasileniu. Owszem –  jest respekt, poprawa zachowania (Chyba tylko chwilowa:) i jakaś taka …powaga, mimo że tekst śmieszy. W końcu piekło to piekło, a Wilkoń nadał mu tu odpowiednią rangę.  Dzieci same zauważyły, że pewne zachowania są w piekle mile widziane, a rogacizna aż zaciera ręce z uciechy jak któremuś  się wymsknie słowo na „de”, albo podłubie w nosie. A przesłanie książki jest również jasne i czytelne. Lektura spodoba się zarówno w treści jak i w obrazie. A ciemną noc, rozjaśnioną jasną plama księżyca najchętniej powiesiłabym w ramce nad łóżkiem.

Tutaj możecie zobaczyć warsztat Józefa Wilkonia i prace nad tą książką.


Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s